Telewizja Republika - MARCIN ROSZKOWSKI INSTYTUT JAGIELOŃSKI FRANKOWICZE NIEJEDNOMYŚLNI CO DO POMOCY W ICH SPRAWIE


MARCIN ROSZKOWSKI (INSTYTUT JAGIELOŃSKI) - FRANKOWICZE NIEJEDNOMYŚLNI CO DO POMOCY W ICH SPRAWIE Oglądaj nas i czytaj także na portalu www.telewizjarepublika.pl - codziennie nowe wiadomości z Polski i świata!

Najlepsze komentarze:

Weles W... Ponowna lustracja Macierewicza? "Fakt" publikuje dokumenty.

Może przy okazji dowiemy się dlaczego przez całe życie Macierewicz kłamał w sprawie swojego ojca,że został zamordowany przez UB a okazało się ,że był współpracownikiem UB o kryptonimie Z-3 ...

Do dokumentów dotarł także "Fakt". Jeden z nich pochodzi z 1984 roku i dotyczy ucieczki Macierewicza z ośrodka internowania w Łupkowie w 1982 roku. Dwa lata po ucieczce, generał podpisujący dokument tłumaczy się z decyzji o niewydaniu listu gończego za Macierewiczem, twierdząc, że nie było podstaw, by ścigać uciekiniera.
W książce Tomasza Piątka pojawiła się teza, że zastosowanie takiego mechanizmu może być uzasadnione parasolem ochronnym nad Macierewiczem - czytamy.
Kolejny dokument, podaje "Fakt", wskazuje, że Macierewicz był w obszarze zainteresowania elitarnej komórki Biura Studiów SB. Komórka ta służyła m.in. prowadzeniu agentów, którzy w oficjalnych dokumentach widnieli jako osoby rozpracowane przez służby. Taki zabieg miał na celu ukrycie agenturalnych związków nawet przed służbami PRL - podaje gazeta.
"Fakt" przypomina także, że w okresie PRL Macierewicz był wielokrotnie inwigilowany i zatrzymywany, ale nigdy nie został skazany na więzienie, a świadkowie pamiętają go jako osobę o lewicowych poglądach, choć współczesna historia utożsamia go z obozem chrześcijańsko-patriotycznym ...
Weles W... ksiądz Jankowski, którego pomnik w Gdańsku został niedawno zdewastowany, donosił na działaczy "Solidarności" bezpiece.
Borusewicz przytacza kilka historii na dowód swojej tezy. W 1984 r. Borusewicz z rodziną ukrywał się w mieszkaniu w Sopocie. Kryjówkę załatwiła Borusewiczom pracownica księgarni. A jednak SB zdołała ich namierzyć (zdążyli wówczas uciec). Po wyjściu z więzienia w 1986 r. zaczął drążyć sprawę tego mieszkania i ustalił, że ks. Jankowski doniósł SB na ową pracownicę księgarni, gdy ta prosiła go o leki i jedzenie dla Borusewiczów.
W rozmowie z "GW" Borusewicz powołuje się także na informacje pochodzące od zastępcy szefa wydziału IV SB w Gdańsku - majora Berdysa.
"Ja od początku trzymałem się od tego człowieka (Jankowskiego - przyp. red.) z daleka. Nie miałem do niego zaufania i irytował mnie jego styl bycia, ten blichtr, przepych, jego portrety naturalnej wielkości na plebanii. To się dla mnie kłóciło z tym, jak starał się prezentować - jako ksiądz wspierający podziemie i Solidarność. Nie darzyłem go sympatią i on mnie również" - stwierdził Borusewicz.
"O tym, że Jankowski był agentem, mówiłem arcybiskupom Gocłowskiemu i Głódziowi. Mówiłem także osobom, które stawiały mu pomnik i przestrzegałem, że to wyjdzie" - dodał wicemarszałek Sejmu.
Wg niego SB "musiała wiedzieć o skłonnościach seksualnych księdza Jankowskiego". Z reportażu "Dużego Formatu" wynika, że Jankowski przez wiele lat wykorzystywał seksualnie dzieci.


Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/polska/news-bogdan-borusewicz-ksiadz-jankowski-byl-agentem-donosil-na-mn,nId,2849684#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
Film osadzony źródło: https://www.youtube.com/channel/UCc282c_TN8xIba_Z6GaDnQw